wtorek, 13 marca 2012

Koksy na studiach

Jedna z kumpel na studiach doktoranckich  prowadzi zajęcia  dla licencjatów z fizjoterapii.
Ma jakąś grupę prosto z siłowni. Karki siedzą i próbują rozkminić co ona do nich mów. A mówi uczenie na zajęciach z fizjologii o mechanizmie ruchu mięśnia.
Tłumaczy o aktynie, miozynie, o zginaniu mięśni, o energetyce procesu.
W pewnym momencie nieśmiało unosi się muskularne łapsko.
-Przepraszam... no bo... my z kolegami mamy pytanie...
-sSucham?
-No bo... pani mówi że to  ...eee.... a-te-pe*... eee.. tyle energii daje. Można to gdzieś kupić????

*ATP

niedziela, 11 marca 2012

Śledztwo

Mój współpracownik wpada do labu:
 - dr L. ma dwoje podejrzanych pacjentów! Mają identyczne wyniki Real-Time PCRu i zawsze przychodzą na wizyty tego samego dnia!
-myślisz że... jeden oddaje krew za drugiego czy coś?
-sprawdzisz?
Okazało się że DNA w próbkach obojga pacjentów różni się wzorem markerów STR. Doszliśmy do wniosku że pokrewieństwo dusz albo inne hokus-pokus musi mieć coś wspólnego z tymi wynikami, bo racjonalne (kryminalistyczne) metody na wytłumaczenie zjawiska zawiodły.

piątek, 9 marca 2012

50000 wejść, 350 komentarzy, 2 lata w pracy... dziękuję!

Jakiś tydzień temu zobaczyłam w statystykach, że stuknęło mi 5o tys wejść na bloga. Uważam to za wyczyn tym bardziej, że blog miał być przelotną uciechą związaną ze znalezieniem przeze mnie pracy w zawodzie. Jak widać jednak praca jest dla mnie niewyczerpaną studnią zdarzeń, sytuacji mniej lub bardziej komicznych i ciekawostek.
Pod koniec marca stuknie mi też 2 lata istnienia bloga. Z tej okazji mam dla Was trochę referrali. Wyszukiwano mnie po sieci w bardzo różny sposób.

bromek w herbacie - z kategorii "że czego potrzebujesz?"
chryzantemy złociste obrazy - była taka piosenka...
heterochromosomy co to je - z moich obserwacji najchętniej brukselkę, ale kalafior też się nada.
jak ci zaraz przywalę - z kategorii "wtf?"
jak transformuje siesie mysz by swiecilo - wkręca się im żarówkę w...
jak tanio zrobic diagnoste - najbardziej opłaca się z modeliny
młotek walący w głowę -  z kategorii "wtf?"

naboje sympatyczne - z kategorii "że czego potrzebujesz?"

zastosowanie krazkopławów - mówiąc szczerze nie znam. Pewnie jakieś chińskie preparaty na potencję z meduz?
bcr-abl イマチニブ - było by łatwiej po angielsku...
czy homozygotyczna to homogenna - odpowiedz jest taka sama, jak na pytanie "czy homoseksualna to homogenna"
biotechnologia w piwie - nie znam tego przepisu. Przychodzi mi na myśl tylko karkówka w piwie...
pierniki z 1800 roku -jedno wiem, na pewno są twarde.

One fine day

Przychodzi taki moment, że człowiek czuje się zmęczony. Po 6 tygodniach bez weekendu, 2 konferencjach, wypełnianiu papierków w robocie, ślęczeniu nad kolejnymi papierkami "w służbie nauki", przychodzi wreszcie taki dzień, że masz tylko ochotę zrobić sobie drinka w elermajerce (z limonką i palemką!),  usiąść na blacie laboratoryjnym i smakować życie w olewackim poczuciu całkowitego nieobowiązku wobec świata.

Zamiast tego mamy piątek, człowiek siedzi z gorączką, z poczuciem że weekend minie mu z gripexem na zajęciach podyplomowych, po których w niedzielę trzeba jeszcze poprawić abstact, zrobić rysunek w corelu i prezentację na kolejną konferencję. W międzyczasie zwalają mu się na łeb studenci, po seminarium zapomina oddać klucza od sali, a z nosa leją się strugi mukopolisacharydów z S aureus. Dzień jak co dzień.

I jeszcze mi się herbata skończyła i nie mam czym zaspokoić nałogu.

środa, 7 marca 2012

Migdały

Surfuję sobie w pracy po necie [tak tak, czasami można] i szukam migdałów w lukrze. Gdy wreszcie znajduję, zaczynam się zastanawiać, ile może ważyć taki migdał i ile jest ich w kilogramie, co by kupić odpowiedni,ą ilość.
Biorę eppendorfa, nalewam wody i ważę w ręce. Czy 1 pełny eppendofr ma podobną wagę? ...
Postanawiam zasięgnąć opinii.

-Michał, jak myślisz, czy migdał w glazurze waży tyle co to? [rzucam mu epka].
-Nie wiem. Weź telefon i zadzwoń na chirurgię, oni powinni wiedzieć.

środa, 29 lutego 2012

D.A.

Czasami dokonujemy zaskakujących odkryć.  Oto kilka niesamowitych przygód, których bohaterem są bardzo szeroko pojęte "odczynniki"
*Okazuje się, że pewnego pięknego dnia dział administracyjny (DA w skrócie. Jest ich wiele ale wszystkie mają taki sam algorytm zachowań więc będę posługiwaćsię tym ogólnym terminem) wciągnął nam na stan magazynowy: "sekwencjonowanie". 
* Dzisiaj odkryłam, że nasz najnowszy termocykler do real-time'u figuruje na liście leków (sic!)
* Co jeszcze ciekawsze, kiedyś szpital zakupił licencję na program dla obiboków o nazwie "LeserGene"  (naprawdę nazywa się LaserGene...)
* Kiedyś także dostaliśmy rachunek z DA opiewający na (bagatela!) dwieście piętnaście tysięcy złotych za "APARAT DO REAKCJI". Do tej pory nie zauważyłam, żeby ten aparat jakoś reagował, więc nie wiem czy nie powinnam go reklamować...




niedziela, 26 lutego 2012

100 dni rządu i 125 dni do zawalenia się systemu

Szef rządu płacze w rękaw, kaja się i apeluje o zaciskanie pasa. A we mnie narasta przerażenie na bezsilność obywatela wobec własnego kraju i jego spraw. Cała awantura o ACTA, w której rząd tupnął nóżką i rzekł że "wprowadzimy i już, a te setki tys. osób nie mają w tej sprawie nic do gadania!" daje do myślenia.
Afera pieczątkowo-refundacyjna z początku roku to kolejny przykład na idiotyzm i krótkowzroczność rządu. I to nie tylko tej kadencji, bo bajzel stworzono za minister Kopacz. Przedwczoraj wysłuchałam profesjonalnej interpretacji prawnej zapisów nowej ustawy refundacyjnych w kontekście zmiany tzw. "programów terapeutycznych" na "programy lekowe". Za 125 dni, pierwszego lipca czeka nas prawdziwy kryzys opieki zdrowotnej. Przerażający bo dotykający specjalistycznej opieki medycznej i lecznictwa szpitalnego.
O ile w dzisiejszym kształcie program terapeutyczny jest algorytmem finansowania postępowania lekowego i diagnostycznego dla poszczególnego wskazania leczniczego, po zmianie będzie dotyczył tylko pojedynczego, konkretnego leku w konkretnej dawce. Co oznacza przemnożenie ilości papierów razy 100. No bo teraz potrzebny będzie pojedynczy dokument dla każdego preparatu w każdej dawce, a nie zbiorcza lista jak obecnie. Co najważniejsze dla nas, diagnostów: program lekowy w ogóle nie obejmuje diagnostyki (często drogiej i niezbędnej dla sensowności podawania leku!). Szpital tego nie sfinansuje, jeśli nie dostanie na to pieniędzy, a nie dostanie, bo kto w MZ zapomniał że diagnostyka się liczy.
Kwiatków ustawowych jest o wiele więcej, ale chyba najgorsze jest to, że jeżeli Ministerstwo w 125 dni wprowadzi, a wprowadzi, nowe prawo, to będzie to bubel jakiego świat nie widział. MZ tak naprawdę nawet nie zaczęło poważnych prac nad zdefiniowaniem kształtu nowych programów lekowych, a ma 125 dni na stworzenie całej dokumentacji, która MUSI być świetnie przemyślana, żeby nagle pacjenci nie zostali z wyborem witaminy C jako jedynego środka refundowanego w całości do leczenia ich nowotworu.

Może odgrzewam starego kotleta, bo wszystko to zostało już opisane przez profesjonalistów pod koniec poprzedniego roku, ale Miecz Damoklesa wisi nad nami coraz niżej. Bo to my jako podatnicy będziemy musieli udźwignąć koszty procesów sądowych, kar nałożonych przez Brukselę (import leków poza rejestracją???), koszty wprowadzenia ustawy, koszty gorączkowego łatania ustawy... nie wspominając o takim szczególe, jakim jest igranie z życiem ludzkim.

Takie bardzo krótkie podsumowanie: http://www.rp.pl/artykul/757950,824466-Ustawa-refundacyjna--program-lekowy-dla-chorych-na-raka.html

Aha. I jeszcze piosenka z dedykacją dla rządzących. Nigdy nie sądziłam, że mogę mieć tendencje anarchistyczne, ale po tym co się teraz dzieje jestem temu coraz bliższa...


sobota, 25 lutego 2012

Luty

©2010-2012 *Lavaspawn

Korci mnie, żeby napisać coś sensownego o tych wszystkich fotografiach. Ale chyba pozostaną one ewidentnym manifestem mojej hipokryzji, albo może lęku przed nieuniknionym. Niemniej jednak "z labu" powraca w dawnej anegdotycznej formie a ja przestaję się już pastwić nad marnością żywota. Może w końcu czas na wiosnę? Na ożywienie kolorystyki?

środa, 22 lutego 2012

Molekularnie

No dobra. Zapowiedziałam że przenoszę się na wordpress. Nie jest to tak do końca prawda, ale na część przeznaczoną stricte dla biologów molekularnych, tę bardziej techniczną faktycznie szykuję osobną witrynę.

Zapraszam na... http://molekularnie.wordpress.com/

Informacji póki co niewiele. Do końca tygodnia będzie ich więcej, a przynajmniej postaram sie uzupełnić puste jak na razie szkielety stron i dodać kilka protokołow PCRowych :)

wtorek, 21 lutego 2012

Spin-on, spin-off, spin-less

Kumpel przesłał mi fajną ofertę. Unia daje w ramach "Kapitału Ludzkiego" możliwość zrobienia darmowego kursu dla pracowników naukowcych z zakresu komercjalizacji wyników badań. Idea powstała, by umożliwić rozkręcenie działalności typu spin-off i żeby zachęcić jajogłowych do zajęcia się byznesem, bez rezygnowania z posadki na uczelni. Podjarałam się, że może jednak spróbować swoich sił nie zawadzi. Już się miałam brać do składania wniosku, kiedy trafił mnie szlag.

*Przecież ja nie jestem pracownikiem naukowym!*
*Jestem cholernym doktorantem.*

Niby jestem asystentem, ale pracuję w szpitalu. Kij że w klinicznym, to nie uczelnia. Kij że ocieram się codziennie o tzw. biomedical science i że mam pomysł na biznes. Ze względów formalnych odpadam.
Najśmieszniejsze jest to, że w Polandii w zasadzie doktorant nie ma ani statusu pracownika naukowego, ani dydaktycznego, ani studenta... nosz kurdesz, wychodzi na to że jest nikim! A to ci numer, to teraz wiem dlaczego tak a nie inaczej się naszą grupę (nie)zawodową traktuje!


No to obejdę się smakiem. Nie pierwszy, nie ostatni raz.

sobota, 18 lutego 2012

CIekawy plakat

W grudniu takie oto hatersko-nawiedzone squatowe plakaty można było znaleźć w Poznaniu. Najbardziej podoba mi się tytuł prelekcji "z gwiazkami" z 10.12 z godz. 17:00...
O GMO powiedziano już tyle, że w zasadzie nie ma co dodawać. Jestem przyrodnikiem i mam podejście do każdego wynalazku ludzkości, od ociosanego krzemienia po nawozy sztuczne, GMO i komputery osobiste, że jest to dla naszego gatunku nieuniknione zło konieczne,a nie błogosławieństwo. Ale ale... kto myśli, że da się zrobić odwrót "do natury" ze wszystkimi jej dobrodziejstwami, jest albo głupi, albo jest hipokrytą.
Skrót mojej argumentacji:
-Stety-niestety lepsze GMO niż superfosfat w ilościach przemysłowych.
-GMO jest badane, w przeciwieństwie do wszelkich pięknych odmian powstałych drogą chaotycznej mutagenezy, tak popularnej pod koniec poprzedniego wieku (ach te śliczne tulipanki holenderskie!)
-Cukrzykom którzy są anty-GMO powinno się zabrać insulinę- bo to GMO jest. Zresztą podobnie jak większość zdobyczy najnowszej medycyny,które na pewnym etapie były testowane na liniach komórkowych bądź kulturach bakteryjnych.
Przeciwnicy GMO powinni się NAPRAWDĘ dobrze zastanowić, jak bardzo są unurzani w swojej hipokryzji.



piątek, 17 lutego 2012

Wordpresssss

Chyba potrafię już dostrzec, dlaczego wordpress jest fajny. Powoli w bólach rodzi się tam moja sieciowa wizytówka. Oczywiście kłamałam, że zdążę pokazać się od bardziej profesjonalnej strony jeszcze w lutym, ale cóż...
Na pocieszenie i otarcie łez konkurs: co przedstawia poniższe zdjęcie?




piątek, 10 lutego 2012

Sieczka, nawała ogniowa, ząbkowanie i pola, czyli cytogenetyka odkrywana na nowo

Wreszcie mam dla Was coś merytorycznego. Mam nadzieję że nie wszyscy zanudzili się na śmierć moimi wywodami otym że życie kopie :)

Przez długi, długi czas cytogenetyka była synonimem ślepienia w prążki GTG na chromosomach. Wykrywane zmiany kariotypu miały wielkości mega par zasad, bo mniejszych zaburzeń struktury genomu po prostu nie dało się zobaczyć tą metodą.
A potem przyszedł FISH. Pomalował świat chromatyd, ale tylko punktowo, pozwalał zajrzeć przez dziurkę od klucza w poszczególne małe defekty, ale wciąż nie można było zobaczyć pełnego obrazu zmian w genomie. A potem nadeszło CGH [macierze genomowe] i CGS [głębokie sekwencjonowanie]. Zaczęły spływać nowe dane dotyczące neoplazji. I co się okazało? Okazało się że część nowotworów jest "nudna"- jakieś tam pojedyncze miniaturowe delecje. Ale część posiada takie defekty genetyczne że można złapać się za głowę*...
Są takie komórki nowotworowe, w których nie ma jednego chromosomu kompletnego, chromatydy są połamane w kilkudziesięciu miejscach i posklejane zupełnie chaotycznie, delecje i duplikacje liczone są w setkach, zaś mutacje punktowe w tysiącach...
Jak grzyby po deszczu opisuje się w literaturze takie cholernie złożone kariotypy, a badacze prześcigają się w nazywaniu zjawisk, którym towarzyszy takie bałaganienie w genomie. Wymyślają też coraz bardziej niesamowite i baśniowe teorie na temat tego, w jaki sposób może do tego bajzlu dochodzić.

Stąd też temat postu: terminy takie jak "ząbkowanie genomu" [genetic sawtootht], "nawała ogniowa" [firestorm] i "chromotrypsja" [chromotripsis, w wolnym tłumaczeniu "sieczka chromosomowa"] to demagogia w wydaniu naukowym, mająca podkreślić dramatyzm i wagę nowozaobserwowanego procesu zachodzącego na skalę chromosomową. Cytogenetycy wrócili do gry.

Czym jest nawała ogniowa czy chemotrypsja? Sądzi się że jest to efekt pojedynczego, nagłego zdarzenia w centrum jądra komórkowego, porównywalnego z eksplozją. Wyobraźcie sobie co pozostaje po eksplozji w centrum miasta. W skali komórkowej po wybuchu pozostaje genom w strzępach. Sedno sprawy: komórka z jakiegoś powodu nie ulega apoptozie i bez ładu i składu zaczyna sklejać swoje chromosomy, upycha pomieszane zasady byle jak w DNA, to czego brakuje domalowuje na bazie pierwszych lepszych sekwencji. Jeśli ma farta, przeżywa i dostaje szału podziału. Tak zaczyna się onkogeneza.
O chemotrypsji możecie przeczytać na przykład tu:
Massive Genomic Rearrangement Acquired in a Single Catastrophic Event during Cancer Development



Może trochę z boku tematu, w tamtym roku na PTHiT usłyszałam z bardzo ciekawego wykładu prof. Haus o innym ciekawym zjawisku z zakresu "neo-cytogenetyki" który próbuje się zastosować w diagnostyce nowotworów: w zdrowej komórce DNA nie jest podoczepiane do otoczki jądrowej w przypadkowych miejscach. W pozornym nieładzie chromatyny czai się zdumiewający porządek: każdy chromosom interfazowy ma swoje określone miejsce w jądrze, nazywane polem chromosomowym. W nowotworach architektura jądra ulega zniekształceniu, pewne chromosomy niebezpiecznie się do siebie zbliżają, w efekcie ułatwiając zajście rekombinacjom niehomologicznym i translokacjom...

*Łapanie się za głowę to jedna z reakcji mojej koleżanki z P. Cytogenetyki, która układa kariotypy w ostrych białaczkach. Któregoś dnia wycedziła przez zęby:
"Nawet mi nie mów [o tym pacjencie]... od 3 tygodni próbuję opisać ten cholerny kariotyp ale dziad wyhodował sobie w każdej metafazie zupełnie inne aberracje! Co za syf! Jestem chora jak mam kolejny raz się w to gapić!"

poniedziałek, 6 lutego 2012

Kryzys, mróz, mało słońca i Biurokracja

Tak się składa, że ostatni tydzień w labie poświęciłam na wgapianie się w słupki w Excelu. Może ze 2h w sumie poświęciłam na wykonywanie badań, za to całą resztę czasu pracy zmarnowałam na Biurokrację. I to na taką z dużego Be, bo nie mającą żadnego sensu. Widoków na poprawę sytuacji nie ma, co więcej pogarsza się ona z dnia na dzień dzięki kolejnym ciekawym zarządzeniom. I nawet człowiek nie może się odstresować pipetowaniem, bo nie ma czego pipetować. Ech.

W weekend na popijawie z ludźmi z mojego roku ze studiów doszłam dodatkowo do wniosku, że nastroje w społeczeństwie sięgnęły poziomu Rowu Mariańskiego, bo nie można tego nazwać zwykłą depresją. Ci co mają pracę narzekają że jest do dupy, ci co jej nie mają płaczą i jęczą, ci co są na "zwykłych" doktoratach mają chyba jeszcze gorzej niż poprzednie dwie grupy. Ja do niedawna nie zaliczałaym się do żadnej z tych grup, ale powoli włażę w tę pierwszą. Jest do dupy bo nawet człowiek porządnego kredytu wziąć nie może i nie żadnych widoków na zmianę.

I do tego zimno aż się człowiekowi wstawać nie chce i ciemno aż się człowiekowi wstawać nie chce.

wtorek, 24 stycznia 2012

Nie dla ACTA i nie dla "rządu" który żąda a nie rządzi

Jak w temacie. Jestem zniesmaczona brakiem zainteresowania rządu opinią publiczną podczas jego historycznej II kadencji. Wstyd mi za zamieszanie wokół ACTA i trochę żal, że będę musiała pousuwać kilka obrazków.

Styczeń


niedziela, 15 stycznia 2012

Labowe Przedszkole

Uczyłam koleżanki z pracowni obok, jak się robi PCRa. Pominę okoliczności, w każdym razie dopiero w takich sytuacjach człowiek docenia ogrom drobnych pierdółek, które składają się na jego Warsztat Pracy, Know How, Doświadczenie Zawodowe, czy jak to jeszcze nazwiecie. No bo takie rzeczy jak składniki MIXu są przecież tak naturalne, że aż głupio jest o tym mówić. Ustawianie programu na cyklerze? Stężenie robocze primerów? Gotowanie agarozy? Napięcie rozdziału elektroforetycznego? Wszystko przecież jest instynktowne, znane, własne. Prawie jak rodzina, o której wiemy niemal wszystko. Czasami przyjemnie jest sobie przypomnieć, że to wszystko jest naturalne tylko dla kogoś, kto poświęca temu sporo czasu. Zwykle patrzę od drugiej strony: że tak mało wciąż wiem i umiem, że zwykły (sic!) allelospecyficzny Taqman mi nie chodzi jak powinien, że nie mam czasu wziąć się za statystykę i że nie mam motywacji do pracy naukowej. Więc może dobrze jest spojrzeć na to wszystko od drugiej strony.

wtorek, 10 stycznia 2012

Wyspy Szczęśliwe

Anegdota jest dość leciwa, podobno rzecz miała miejsce w latach 90tych ubiegłego wieku...

Studentom obrzydły zajęcia z niejakim Majorem, wykładowcą od PO w szkole wojskowej dla lekarzy.
Postanowili być od niego mądrzejsi i któregoś dnia podczas dyskusji o sojuszach wojskowych zapytali:
-czy pan Major słyszał, że ostatnio do NATO przystąpiły Wyspy Langerhansa?
Pan Major podobno przez kolejny tydzień wertował mapy i atlasy geopolityczne w poszukiwaniu owych niewielkich wysp.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

32 słowa napisane sympatycznym tuszem

Aż dziw że w ogóle polska nauka się jeszcze trzyma... kolos na glinianych nogach. Ale ja nie o tym...
Trudno jest odzyskać stracony rozpęd, ale chyba spróbuję. Od marca coś się na blogu zmieni. Zobaczymy czy na lepsze, ale popróbuję... może z wordpressem? Zlabu zostanie, chodzi jednak o coś nowego, bardziej profesjonalnego jeżeli można tak to nazwać. Co z tego wyniknie... nie wiem, jeszcze nie zaczęłam nad tym konkretniej myśleć.

Myślę natomiast intensywnie nad kształtem swojej pracy doktoranckiej i powiem wam jedno: mam napisane 32 słowa. Mocno od dupy strony jest zaczynać tak jak ja zaczęłam (od dedykacji), ale te słowa napisałam 2 lata temu nie wiedząc że w ogóle zacznę kiedykolwiek się doktoryzować. Skoro przeszły nietknięte próbę czasu i nie straciły na aktualności, to staną się kamieniem węgielnym pod mój przyszły Crap. A co tam, od czegoś zacząć trzeba.


Dla tych co nie stracili cierpliwości na początku postu garść niusów Z labu:

* Szefowa końmi próbuje zaciągnąć nas do polityki jakości. Chyba nie wie na co się porywa. Albo raczej na co nas porywa. ISO w takim kształcie, jaki się u nas w szpitalu tworzy jest dla pojebów i psychopatów. Do dręczenia dzieci. Łamania przestępców na przesłuchaniach. Koterski powinien zrobić o tym film.

* Wojna wolsko-wolska z NFZtem rozpętała się na dobre. Bajzel totalny, blitzkrieg się nie udał i teraz wszystkie strony konfliktu siedzą w okopach po kolana w kupie. Tylko mięso lata w około (nie armatnie tylko słowne) i świszczą kule receptowo-pieczątkowo-kolejkowo-poradniane. A pacjent dostaje rykoszetem.

* Kolejny pomysł szefowej to listy gończe. Będziemy w labie mieć sesję zdjęciową, focie portretowe ekipy labu, w kitlach, rękawiczkach itd. mają trafić na stronę internetową labu (zgadnijcie kto ma ją zrobić...). 1/3 ekipy strajkuje, że nie da się zastrzelić spustem migawki. Ja bym ich za takie teksty samodzielnie zastrzeliła bo to średnia przyjemność obrabiać potem te foty i wklejać w kod źródłowy, ale akurat nie mam możliwości i nabojów żeby to zrobić.

środa, 4 stycznia 2012

Mindfrak

Długo mnie nie było i pewnie jeszcze jakiś czas się ponudzicie Czytelnicy. Niby mamy kolejny nowy rok, jest szansa zacząć wszystko od nowa, lepiej i weselej. Nie miałam w 2011 wielu trosk, natomiast teraz wydaje mi się że każ de zadanie jakiego się podjęłam w ostatnim czasie wali mi sie na barki 50t cięzarem.
Może straciłam jakieś mołdżo, wyhamowałam rozpęd radosnej beztroski ale cóż, takie jest życie.
Chwilowo uciekam od długiej listy spraw “do załatwienia” w wyreżyserowane problemy załogi Galactica'i i całkiem mi z tym dobrze. Jeszcze kilka dni i będzie trzeba przestać ćpać BSG i wziąć dupę w troki, bo zapuściłam sie intelektualnie jak dziadowski bicz. Ale póki co, choćby jeszcze przez chwilę, dajcie mi popływać w nolensum bo chyba mi tego potrzeba.