środa, 2 listopada 2011

Doktoraty międzynarodowe, czyli ściema kontrolowana

Dawno, dawno temu nie dostałam się na Śląsk na pewien dobrze płatny, międzynarodowy doktorat molekularno-onkologiczny. Kiedyś coś tam wspominałam, ale temat czas odgrzać niczym stary kotlet. Moja dobra kumpela bowiem ostatnio też się nie dostała na fajny projekcik, dowiadując się nieoficjalnie że może by została przyjęta, ALE...
Z kolei mam innego kumpla, który się dostał...
ALE...

... ALE zacznijmy od początku.

2 lata temu złożyłam papierki na phD za 3500zł mc. Fajnie. Rekrutacja miała być 2-stopniowa (ocena podania a potem ustny dla wybrańców), do tego były 2 miejsca dla Polaków i 1 dla innostrańca.
Okazało się, że dziwnym trafem nie było w ogóle 2-go etapu, wyniki ogłoszono dość pokątnie, a co ciekawe dwaj przyjęci Polacy robili wcześniej magisterkę w jednostce, która rekrutowała. Dziwne, nie? Akurat oboje wybitnych, najlepszych kandydatów broniło magistra w tym labie! No ale to pewnie zrządzenie losu...

Dopiero jakiś czas temu kumpel wyklarował moje wątpliwości: otóż robił on phD od roku za darmo, ale zrobili z promotorem jakiś hokus-pokus i nagle kumpel wylądował na 2-gim roku ale już na doktoracie międzynarodowym...

A teraz moja koleżanka, wierząc w ideały i równość społeczną, prawo, sprawiedliwość i w ogóle, także złożyła- była na rozmowie, po czym dowiedziała się nieoficjalnie, że nowy doktorant był z góry ustalony, a rekrutacja to ściema. Zwykła ustawka i sprzedawanie meczów.

Cóż mogę rzec tym, którzy liczą na doktorat za godziwe pieniądze? Jest przecież tyle TEAMów, Kapitałów Ludzkich itd... Powiem tak: jeśli nie macie "dogranego" projektu to macie małe szanse na dostanie się. Zdradzam tajemnicę poliszynela i znów poruszam temat tabu ale... tak właśnie w Wolsce naszej jest. Aczkolwiek na pocieszenie powiem, że mam też znajomą która dostała się na taki doktorat od razu, za to ja dostałam drugą szansę bo ktoś z kandydatów w tym samym programie phD (ale do innego projektu) zrezygnował i był wakat dla mnie.

Jak już może wiecie albo i nie, wypięłam się i odmówiłam wtedy jednemu z bardziej wpływowych ludzi w diagnostyce genetycznej w PL. Bez łaski.

3 komentarze:

  1. Dobra wiadomość jest taka, że tym zarządza nie państwo polskie z całą jego biurokracją, lecz Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej. Oni robią kontrole i ogólnie działają w innym stylu niż instytucje państwowe. Możesz się im poskarżyć, jeśli masz dowody, że były jakieś przekręty. Moim zdaniem jest to dość poważna instytucja.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Witam.
    Ja się żalić nie zamierzam, bo sytuacja rozwinęła mi się w życiu lepiej niż gdybym była na MPD.
    Ale wiele innych osób nie może tak powiedzieć- z tym że nikt przecież nie wie na pewno, że doszło do nadużycia, czuje się tylko, że "coś z tą rekrutacja było nie tak"! W końcu są komisje, są odwołania, ale wszystko dzieje się poza kandydatem i ponad nim- niełatwo jest uzyska informacje po uzyskaniu decyzji odmownej, albo w ogóle jakiejkolwiek i to przerabiałam na swojej skórze.

    Ten post nie jest formą użalania się, ale pokazania zjawiska, które na pewno istnieje i żadne komisje tego nie zmienią, jeżeli instytucje organizujące te programy doktoranckie nie wprowadzą TRANSPARENTNEJ rekrutacji. Takiej która umożliwi weryfikację decyzji komisji kwalifikacyjnych pod kątem pochodzenia kandydata i jego faktycznych talentów/osiągnięć.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Przecież tak jest wszędzie, moja kuzynka zrobiła rewelacyjny doktorat we Wiedniu i już zaraz po obronie dostała propozycję post-doc'a w Cambridge, w czołowym labie pracującym nad kom macierzystymi. Szef labu powiedział jej, że jest zoobowiązany ogłosić rekrutację, ale i tak z góry bierze ją.

    OdpowiedzUsuń na zawsze